Urodziłem się we Lwowie w styczniu 1941 roku i przeżyłem tam niecałe trzy lata. Ulica Kopcowa, parafia Matki Boskiej Śnieżnej gdzie chrzczony byłem.

 

 1942       2005

Janina Rybicka, Józef Rybicki, Michał Rybicki oraz pies Pim ogród na ul. Kopcowej i ul. Kopcowa dzisiaj, ogród niestety tak zarośnięty, że nie dało się odszukać ławeczki .

Znalazłem się tam po raz pierwszy od tego czasu w grudniu  2005.

 

        Marzec 2005 – rozmawiam z przyjacielem mieszkającym w Miami od dwudziestu paru lat. Znamy się od zawsze, ale dopiero teraz pod wpływem witryny www.lwow.home.pl zaczynam mu opowiadać o mieście moich rodziców, mieście którego atmosferą i duchem dom rodzinny był przepełniony. Przerywa mi. Gdzie byłeś chrzczony? w kościele Matki Boskiej Śnieżnej, ja też. No to wysyłam ci trochę linków i książkę. To mało. Jeszcze parę rozmów telefonicznych, ale już tylko na temat, kiedy i jak pojedziemy stanąć na placyku przed kościołem Matki Boskiej Śnieżnej. Jedyny możliwy dla nas obu termin to czerwiec lub maj 2006. Trochę długo. Przeglądam ponownie strony Lwowa w Internecie. Wielokrotnie wracam do człowieka, który mnie swoją fascynacją Lwowem zadziwił. Odnajduję nazwisko i telefon. Rozmawiamy. Postanawiam, że pojadę do Lwowa i to zaraz. Spotykam się z Panem Stanisławem Kosiedowskim, autorem witryny. Rozmowa chaotyczna o wszystkim na raz. Zasięgam trochę niezbędnych informacji i decyzja – choćby na jeden dzień, ale zaraz, natychmiast. Lenio (przyjaciel z Miami) przychyla się do pomysłu odwiedzenia Lwowa w celach dokonania rekonesansu dla przyszłorocznego wspólnego wyjazdu.

Trochę z duszą na ramieniu i obawami właściwie niewiadomo o co, zapakowałem mapę Lwowa (jedyna jaką miałem to mapa z 1926 roku) i pojechałem.

       O ile dobrze pamiętam to SMS wysłany ze Lwowa do Pana Kosiedowskiego brzmiał:

 „Oj, wspaniale, wszystko, pogoda miasto gospodyni i najważniejsze unoszący się duch i atmosfera. Zapomniałem o całym świecie, o wszystkim nawet o aparacie. Głowa lata dookoła, zrozumiałem maleńki kawałeczek duszy rodziców i innych lwowskich domów. Dziękuję za „kopa” pozdrawiam.”

 

 (800 x 600)                                   (800 x 600)

Lwów 2005 Lwów 1926

 (3264 x 2448 jpeg)                          (3075 x 2315 jpeg) + rewers mapy

 

    Lwów to były rozmowy, wspomnienia, ludzie którzy przychodzili, gosposia Julcia, która z nami przeszła cały "szlak" od Lwowa przez Wrocław i Kraków do Gdańska, a która ojcu memu w czasie obrony Lwowa ulubione jego odsmażane pierogi do okopów nosiła. To jej biały zawsze nakrochmalony fartuch. To święta z kutią. To wielokrotnie oglądane filmy ojca z wyjazdów na nart, na kajaki, na polowania, Lwów to trochę starych zdjęć, które często już niewiadomo do czego odnieść, to coś co mi pozwala najdrobniejszy szczątek lwowskiego akcentu odnaleźć u ludzi którzy już sami o tym nie wiedzą. Lwów to "a tak tak, oni mieli dom na Gródeckiej potem kupili od takich to a takich kamienice na Akademickiej i wtedy kiedy ciocia Asia przeprowadziła się na Jagielońską to spaliło się 3 piętro".  Lwów to cała masa zasłyszanych nazw ulic i miejsc, dobrze znane, ale do niczego prócz wspomnień rodziców nie przypisanych.

     Lwów to przyjaciel ojca, "Olek" - Aleksander Krawczyński antykwariusz, wcześniej we Lwowie właściciel księgarni i wydawca, który kiedy przychodził to często zamykali się z ojcem w jego pokoju i rozmawiali i rozmawiali. Odwiedzałem jego antykwariat najpierw na ul. Grunwaldzkiej a potem na Dworcowej we Wrzeszczu. (na zdjęciu obok: pierwszy od lewej mój ojciec Józef Rybicki, dr. T. La Pierre, inż Welczer, dr. Obmiński, inż. Marcinkiewicz i Aleksander Krawczyński). Lwów to wielokrotnie wysłuchana historia o mleku przez Julcię gdzieś z Zamarstynowa dla mnie przynoszonego. To doktor Chwalibogowski, który mnie "zagipsował" z powodu stawu biodrowego. Lwów to Pan profesor (dlaczego profesor do dziś nie wiem) Ewald Hapka, przyjaciel rodziców mamy, samotny. Pracował prawdopodobnie w jakiejś lwowskiej gazecie. Przyjechał z nami tak jak Julcia, do Wrocławia i przygotowywał nas (siostrę a mnie trochę mniej) do nauki w szkole. Mieszkał u nas i był członkiem rodziny. Godzinami rozmawiali z ojcem i grali w szachy. Zmarł na obczyźnie, prosił aby mu do trumny włożyć szachy i pocztówkę - obrazek - monidło w ramce, przedstawiający chyba ulicę Akademicką. Lwów to było to wszystko w wirtualnej przestrzeni, obawiałem się konfrontacji, co być może decydowało o tym że chęć odwiedzin Lwowa była tłumiona obawą konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością.

     Już po godzinie, TAK PO GODZINIE pobytu we Lwowie,  wiedziałem dlaczego przez całe życie z takim zacietrzewieniem i zapałem, często irracjonalnie, broniłem tego miasta, dlaczego nigdy go nie widząc i nie czując bezpośrednio, uważałem je za najwspanialsze i najpiękniejsze. Miałem rację. To co zobaczyłem powaliło mnie. Parę pierwszych godzin chodziłem i chodziłem zachłannie od miejsca do miejsca, wcale nie domy rodziców, wcale nie cmentarze, wcale nie znane miejsca, chodziłem od miejsca do miejsca wciągany przez to miasto zauroczany miejscami i krótkimi perspektywami ulic z pięknymi zawsze zamknięciami. Po godzinie wiedziałem, że w tym mieście jak w żadnym innym na świecie nie jestem w stanie zgubić się.

 

 

Podwórze na ulicy Gródeckiej i ulica w okolicy Politechniki

 

 

      Jest już taka ilość dobrych zdjęć tego pięknego miasta robionych za dnia, że postanowiłem wybrać się na spacer po nim nocą.

To środkowe zdjęcie z brukiem działa najsilniej na moją wyobraźnię. Patrzyłem na te bruki i tak niesłychanie łatwo mi było wyobrazić sobie: tu żyli, spacerowali, cieszyli się, martwili, spotykali znajomych, budowali przyszłość, bronili, ginęli zanim dorośli,  pracowali tu, i stąd wyjeżdżali na narty do Worohty, na kajaki na Prypeć, czy Dniestr, i stąd musieli wyjechać na zawsze ........... Nie tylko moi rodzice - Lwowianie. Każda z rodzin przeżyła mniej lub bardziej podobną historię jaką przeszła moja rodzina.

      Powrót ze Lwowa. Drabina i ściągam z najwyższych półek dokumenty i zdjęcia. Jeszcze raz przeglądam i wybieram co ciekawsze (lub ładniejsze) na tą stronę. Bez składu to i ładu ale tak właśnie często o aurze ludzi i miasta sobie rozmyślam.  

 

 

Odznaka Towarz. Myśliw.  im. św. Huberta we Lwowie

1916 - 1918

Ten autoportret jako pocztówkę z frontu, wykonał mój ojciec, żołnierz armii austriackiej, 12 czerwca 1916 roku w drodze do Krakowa. Jak widać, została ona ocenzurowana i wysłana z Kalwarii Zebrzydowskiej do matki Wandy Rybickiej zamieszkałej we Lwowie przy ulicy Łyczakowskiej 136.

Józef Stefan Rybicki (1898 - 1974) architekt syn Mieczysława Rybickiego i Wandy z domu Warchałowskiej, pierwsza wojna światowa w armii austriackiej (mówiło się o niej w domu Wielka Wojna). Trochę ponad 100 lat jednej lwowskiej rodziny w kilkunastu zdjęciach i ....

 

 

Może ktoś odnajdzie na tym zdjęciu (posługując się oczywiście rewersem z nazwiskami) jakąś swoją bliższą lub dalszą rodzinę. Dysponuję "skanem" o znacznie lepszej rozdzielczości czym oczywiście służę w przypadku zainteresowania.

potem - obrona Lwowa, wojna bolszewicka, plebiscyt na Spiszu, cały czas w wojsku.

 

1918 - 1920

Wszystkie poniższe zdjęcia opisałem tak jak w oryginałach. Wykonane przez kogoś w mojej rodzinie, być może przez ojca, który dużo fotografował, filmował i malował.

 

1. Lwów Ul Bilczewskiego 5

2. Szkoła lud im. Kordeckiego

3. Bastion cytadeli od ul. Pełczyńskiej

4. ul. Zamojskich 4

6. Lwów ul. Bema 16

7. Lwów ul. Gródecka 83.   Więcej informacji o tej kamienicy

8. Lwów ul. Listopada 44

9. poczta główna od ul. Sykstuskiej 4 / XI 1918

10. Wnętrze kościoła św. Elżbiety

11. Kościół św. Elżbiety

12. Lwów kościół św. Elżbiety

13. Lwów kościół archikatedralny

14. 4 / XI 1918 poczta główna

15. 30 / IV 1919 Gen. J. Haller we Lwowie

16. 30 / IV Przyjęcie gen. Hallera poznańska komp. szturm.

 

17. Ukraiński pociąg pancerny rozbity przez naszą artyleryę w Laszkach Mur (?). Tu więcej informacji

18. 9 mm działo zdobyte na Ukraińcach w Dzieblanach (?) 25 / IV 1919

19. 1 Baterya 5 p. ar. p. w polu

20. IV / 1919 Prowiantura 5 p.art. pol. W.P.

21. 30 / IV 1919 Przyjęcie gen. Hallera Lansyerzy warszawscy

22. 30 / IV 1919 Przyjęcie gen. Hallera kawalerya poznańska

23. Groby Ukraińców w Sokolnikach "Spoczni heroj w borbi(?) z Lachamy za wolu Ukrainy + 10/I 1919"

24. Sokolniki spalone przez Ukraińców fot. 20/IV 1919

25. (bez opisu)

26. Samolot Wojsk polskich uszkodzony przez Ukraińców w walce o Kulików 14 / V 1919

Informacje otrzymane od Pana Ryszarda Kołodziejskiego dotyczące zdjęcia nr 26.

Szanowny Panie,
Przypadkowo natrafiłem na Pana wspomnienia o rodzinie. Pasjonuję się historią polskiego lotnictwa i pozwalam sobie uzupełnić opis zdjęcia nr. 26 " Samolot Wojsk polskich uszkodzony przez Ukraińców w walce o Kulików 14 / V 1919".
Jest to samolot rozpoznawczy (wg nomenklatury ówczesnej "wywiadowczy") Brandenburg C-I Phoenix konstrukcji niemieckiej a budowany na licencji w Austro-Węgrach w dwóch zakładach : Phoenix Flugzeug-Werke A.G. (Wiedeń) i w Ungarische-Flugzeug A.G (skrót UFAG). Samolot ten potocznie nazywany był "dużym Brandenburgiem" lub "duże Brandy".
Samoloty tego typu (prócz innych) były na wyposażeniu 5, 6 i 7 Eskadry Wywiadowczej wchodzących w skład III Grupy Lotniczej polskiego lotnictwa wojskowego. W miesiącach kwiecień-maj 1919 r. na tych samolotach polscy piloci prócz lotow wywiadowczych dokonywali ataków szturmowych (tzw. "loty drużynowe") na okopy i pozycje Ukraińskiej Armii Halickiej ostrzeliwując z kaemów i bombardując wojska ukraińskie oblegające Lwów co m.in. znacznie podnosiło morale polskich obrońców miasta.
W podpisie jest określenie"uszkodzony", chociaż przy dokładnym obejrzeniu zdjęcia nie widać uszkodzeń konstrukcji. Wnioskować można, że uszkodzenia samolot odniósł na skutek karabinowego ostrzału i to wymusiło lądowanie awaryjne.
Z poważaniem,
Ryszard Kołodziejski




 

   Zdjęcie 27.

        To zdjęcie (27) jest również bez opisu. Niemniej zastanawiam się czy nie jest to któryś z Amerykanów (twarz przy powiększeniu jest bardzo czytelna). Niestety z książki "Sprawa Honoru" jak i "Dług Honorowy" gdzie się spodziewałem cokolwiek znaleźć, niewiele mi pomogły.  Może ktoś rozpozna te znaki taktyczne (jeżeli można je tak nazwać). Biały trójkąt w prawym dolnym rogu jest chyba narożnikiem szachownicy.

      Pisząc powyższe słowa, już prawie dwa lata temu, nie myliłem się tylko w jednym "Biały trójkąt w prawym dolnym rogu jest chyba narożnikiem szachownicy. " Tak, to jest faktycznie narożnik szachownicy. Historia tego zdjęcia zatoczyła wspaniały krąg i wróciła do mnie e-mailem w dniu 2006-12-31 12:36 od Pana Krzysztofa Kaczmarka, który za zgodą autora przytaczam wraz z moimi listami. 

Krzysztof Kaczmarek wrote:

  Szanowny Panie
 
 Przeglądając Internet natrafiłem na Pana stronę. Na stronie tej znajduje się zdjęcie (27) "również bez podpisu" oraz nurtujące Pana pytanie dotyczące osoby przedstawionej na fotografii. Spróbuje  w kilku słowach przedstawić pilota który został uwidoczniony na zdjęciu. Nie jest to żaden z amerykańskich ochotników, dla polskich lotników jest to Ktoś o wiele ważniejszy gdyż sam Stefan Stec, twórca znaku polskiego lotnictwa wojskowego- biało-czerwonej szachownicy. Więcej o tej ważnej postaci polskiego lotnictwa znajdzie Pan w Internecie choćby na http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Stec .Śmiem sądzić że zdjęcie nr.25 przedstawia również samolot  Stefana Steca Jako ciekawostkę przesyłam Panu inne ujęcie  zdjęcia znajdującego się w Pańskim posiadaniu a przedstawiające tym razem cały samolot. Fotografia nie tak dawno była wystawiona na Allegro i z tego co pamiętam osiągnęła niebagatelną kwotę. Proszę zadbać o tak cenną rodzinną pamiątkę. Pozdrawiam
 
 Z poważaniem
      Krzysztof  Kaczmarek

    A oto zdjęcie załączone do e-maila przez Pana Krzysztofa.

                                            

Moja odpowiedź do Pana Krzysztofa:

 

Witam Pana. Bardzo dziękuje za informacje. Szczerze mówiąc niewiele czasu poświęcałem rozszyfrowaniu osób miejsc i dat. Czas ucieka. Niemniej informacja i załączone zdjęcie są dla mnie bardzo cenne.  Dlaczego. A dlatego , ze najprawdopodobniej na zdjęciu które mi Pan przysalał osobą stojącą przy stateczniku samolotu i robiącą zdjęcie jest mój ojciec , który , jak może Pan się doczytał , brał udział w 1 wojnie światowej (armia austryjacka) , w obronie Lwowa i wycieczce do Kijowa. Wiele wskazuje na to, że jest to jednak mój ojciec. Więc: Układ cieni, ustawienie twarzy Pana Steca, ten sam samolot, te same znaki i numer taktyczny, to samo ustawienie śmigła. Wielkie dzięki. Historia pięknym kołem się zatoczyła.
1, Może przypadkiem ma Pan jeszcze jakiś "link" do osoby która sprzedawała  to zdjęcie na aukcji w internecie
2. Czy pozwoli Pan że Pański e-mail i opisanie tej historii umieszczę na stronie jako erratę w miejscu gdzie zastanawiałem się "kto to jest" ?
Nie pozbywam się pamiątek rodzinnych, choć może powinienem, aby się parę znalazło w bardziej dostępnych zbiorach.
Pozdrawiam serdecznie i dużo pomyślności dla Pana i rodziny w Nowym Roku.

Michał Rybicki

 

 

Odpowiedź Pana Krzysztofa Kaczmarka:

 

 

Witam
 
  Bardzo się cieszę z faktu że wiadomość ode mnie oraz załączony skan sprawił Panu tyle radości. Pański entuzjazm spowodował że wczorajszy  wolny czas poświęciłem na przejrzenie swojej biblioteki lotniczej w poszukiwaniu innych klatek sesji zdjęciowej poświeconej por. Stefanowi Stecowi. Wynik moich poszukiwań jest następujący. Jak wiele materiałów historycznych tak i ten jest bardzo rozproszony. Najlepszą jakość zdjęcia które przesłałem Panu w poprzednim emailu można znaleźć w angielskojęzycznej publikacji "White eagles" wydanej w wydawnictwie Hikoki. Autorami tej publikacji są panowie Belcarz i Pęczkowski. Zdjęcie natomiast pochodzi ze zbiorów znanego historyka lotniczego Pana Tomasz J.Kopańskiego. Właśnie ta osoba w dniu 1 listopada bieżącego roku wystawiła tą odbitkę na Allegro za kwotę 299 zł. Obawiam się niestety że obecny nabywca nie będzie skłonny do odsprzedaży tej fotografii. Załączam link do aukcji o który Pan prosił ,aukcje można jeszcze pomimo upływu prawie 2 miesięcy zobaczyć Oto on http://www.allegro.pl/item138706870_138706870.html Wracając do zdjęć ,kilka lat temu  ekskluzywny magazyn poświecony polskiemu lotnictwu pt." Lotnictwo z szachownicą "zebrał prawie całość zdjęć poświęconych por Stecowi. Z uwagi na fakt iż w chwili obecnej nie posiadam skanera załączam słabej jakości zdjęcie tej publikacji. W jednej z książek znalazłem  jeszcze  jedno zdjęcie  tym razem prawej strony samolotu wraz z obsługą. Być może któreś z tych zdjęć jest autorstwa Pana Ojca. Co do  pozbywania się pamiątek rodzinnych to w żadnym wypadku nie zachęcam do tego Pana .Być może zechciał by się Pan podzielić ;mam tu na myśli możliwość publikacji na łamach magazynu; z gronem miłośników lotnictwa swoimi pamiątkami w tym szczególnie jak mniemam dotychczas nieznanymi zdjęciami nr 25 i 26.W takiej sytuacji proponuje bezpośredni kontakt z Panem Wojciechem Sankowskim redaktorem naczelnym pisma " Lotnictwo z szachownicą. "Osoba ta jest sercem oddana sprawie lotniczych pamiątek i godna zaufania. Sądzę również że za Jego pośrednictwem może udać się pozyskanie do swojego zbioru doskonałej reprodukcji zdjęcia na którym Panu zależy. Oto adres strony wydawnictwa na której jest podany adres kontaktowy http://www.sanko.wroclaw.pl/kontakt.html   Co do  pozwolenia na wykorzystanie informacji zaczerpniętych z mojego emalia oczywiście nie mam nic przeciwko temu. Powiem więcej będzie to dla mnie ogromny zaszczyt że mogłem przyczynić się do wyjaśnienia tajemnicy rodzinnej pamiątki. Dziś Sylwester .Pozwolę więc sobie złożyć Panu w przededniu Nowego Roku 2007 serdeczne życzenia .Życzę dużo zdrowia, pogody ducha oraz spełnienia marzeń .Pozdrawiam
 
 Z poważaniem
 
    Krzysztof Kaczmarek
 Dwa e-maile wysłane do nowego właściciela zdjęcia pozostały bez odpowiedzi. 
No cóż, jest to w końcu zaledwie mała historyjka związana z tym
zdjęciem i dla jego obecnego właściciela nie ma specjalnego znaczenia. 

Najprawdopodobniej ojciec fotografował na lotnisku porucznika Steca a ktoś inny z kolei sfotografował ojca robiącego fotografie, którą wraz z negatywem posiadam. Koniec figla jakiego spłatała nam historia i czas.

 

Jeszcze raz dziękuję Panu Krzysztofowi Kaczmarkowi za udział w tym miłym zdarzeniu.


Zdjęcie nr 17 - ukraiński pociąg pancerny
W dniu 2007-09-10 otrzymałem e-mail od Pana Krzysztofa Margasińskiego. 
"Na podstawie Komunikatów Operacyjnych Dowództwa Polskiego 19-21(Front Galicyjski). Stwierdzam że: 
1. 11 kwietnia 1919 przed frontem 5 Dywizji lwowskiej podsunął się aż pod Laszki Ukraińskie pociąg pancerny.
2. 29 kwietnia o godzinie 1, oddziały 5 Dywizji lwowskiej przełamały silnie umocnione pozycje ukraińskie i wzięły szturmem
...Laszki Murowane. Npl stawił silny opór. Zdobycz jeszcze nie policzona.

Tak się składa, że jest Pan właścicielem unikalnej fotografii , wykonanej 29 lub 30 kwietnia 1919 r..
Z poważaniem
Krzysztof Margasiński"
Bardzo dziękuje za informacje wzbogacającą tą stronę. 

 


 

 

 

 

     

 

 

Order Virtuti Militari dla Rbickiego Józefa, ogniomistrza  5 pułku artylerii polowej za wojnę polsko-bolszewicką.

Powyżej wojskowe dokumenty mego ojca. Legitymacja do noszenia srebrnego krzyża Virtuti - Militari o numerze 1222 wydana  17 stycznia 1921r,  Krzyż Virtuti Militari z numerem 1222 na rewersie. Dokument potwierdzający, iż ojciec jest kawalerem krzyża Virtuti Militari wydany z jakiegoś powodu w roku 1933.  Przepustka. Oficerska książeczka wojskowa już ostemplowana przez sowietów.

 

Zupełnie dla mnie nie zrozumiałe dokumenty.

Przepustki na Spisz, najprawdopodobniej ojciec pracował przy organizacji plebiscytu.

 

1921 - 1925

Wreszcie studia na wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej. Z lewej świadectwo stwierdzające "o dojrzałości do studiów politechnicznych" otrzymane 1916 roku. Czas do rozpoczęcia studiów w 1921 spędził w wojsku i brał udział w pierwszej wojnie światowej, obronie Lwowa i wojnie bolszewickiej.   

 

 

 

Portret mamy oraz autoportret ojca 1938-1940.

 

Tu wstawić skany akwarel, drzeworytów i rysunków

 

Mama moja Janina Anna Rybicka (1910 1974)  z domu Siutówna, córka Marcina Siuty i Stanisławy z domu Decowskiej. 

Studia artystyczne odbyła w Szkole Sztuk Zdobniczych Przemysłu Artystycznego we Lwowie. Dyplom uzyskała w 1938 r. Uprawiała malarstwo i grafikę artystyczną.

 

0. Świadectwo ślubu oraz świadectwo "swojszczyzny"

1. Świadectwo szkolne mojej mamy z roku ... na jego podstawie "Przechodzi do klasy IV-tej chlubnie"

2. Janina Siutówna około 1930

3. Janina Siutówna, Tadeusz Siuta, Stanisława Siutówna w latach 1936 - 38 (?)

4.  Wykład z anatomii w  Szkole Sztuk Zdobniczych Przemysłu Artystycznego we Lwowie - 21 marzec 1929.

 

5. Zajęcia z anatomii w  Szkole Sztuk Zdobniczych Przemysłu Artystycznego we Lwowie - 21 marzec 1929.

6. Janina Siutówna i (prawdopodobnie) Krystyna Trebert przy pracy

7. Pismo Dyrektora PKP do mamy informujące o otrzymaniu II nagrody w konkursie na afisz narciarski. W sądzie konkursowym wymieniony jest Władysław Lam - malarz, który kilkadziesiąt lat później był kierownikiem Katedry Malarstwa na Politechnice Gdańskiej,  w czasie kiedy ja studiowałem na wydziale architektury PG (1961 - 1967). Pewien krąg się zamknął kiedy w grudniu 2005 we Lwowie w muzeum .... wykonałem zdjęcie obrazu Władysława Lama z jeszcze wcześniejszego okresu jego twórczości (zdjęcie poniżej).    

8. Artykuł z gazety ..... poświęcony studentom  Szkoły Sztuk Zdobniczych Przemysłu Artystycznego we Lwowie z szczególnym uwzględnieniem prac mamy.

9. Portret Janiny Siutówny 1940 (?)

 

10. Obraz Władysława Lama znajdujący się obecnie w Muzeum .....  we Lwowie

11. Prawdopodobnie gdzieś w okolicy Pop Iwana

12. Kajaki - Prypeć 1938 r.

13.

14. A to już po wojnie w Zakopanym przy dolnej stacji kolejki na Kasprowy.

 

Tu dofotografować prace przedwojenne

    W trzydziestą pierwszą rocznicę śmierci mojej mamy otworzyłem teczkę z jej spakowanymi obrazami i zacząłem się im przyglądać. Przejrzał je ze mną ponownie prof. Jan Góra (i tu znowu wolta historii) wieloletni pracownik Katedry Malarstwa Władysława Lama, wcześniej wspominanego. Decyzja była bardzo szybka. Muszę zrobić wystawę tych prac. Jasiu wybrał około 25 obrazów. Umówiliśmy termin w sopockiej galerii u prof. M.Targońskiej. Wernisaż odbył się 18 września 2005. Poniżej reprodukcje niektórych pokazanych na wystawie prac Janiny Rybickiej oraz pare zdjęć z wernisażu. 

    

 

Wernisaż wystawy - SOPOT 18 września 2005

Zdjęcia z wernisażu wystawy. Na pierwszym z nich na tle galerii stoi Janina Rybicka wnuczka Janiny Rybickiej - moja córka. Na dalszych otwarcie, goście, piwko.

 

      Brat mamy, mój wuj Tadeusz Siuta, student Uniwersytetu Jana Kazimierz potem najmłodszy docent na wydziale ....... tegoż uniwersytetu a potem Sybir, Teheran, Egipt, armia Andersa gdzie z Giedroyciem redagują biuletyny armijne, kampania włoska, Argentyna, USA, i .... Dokument po prawej stronie mówi o jego bibliotece przekazanej na ręce Pana Józefa Twerdochleba w celu przechowania jej na uniwersytecie. Bibliotekę przekazał pan Ewald Hapka (przyjaciel rodziny) już pod nieobecność wuja. Ciekawe czy jeszcze ciągle tam jest? 

 

    Poniżej parę dokumentów świadczących o skomplikowanych losach Lwowiaków. Bolszewicy, Niemcy, Ukraińcy. Pokazuję te dokumenty ponieważ zafascynowała mnie, między innymi, różnorodność pieczątek i ich często całkiem zgodne współżycie na jednym dokumencie. W ostatnim rzędzie "poswitka"  wydana dla Polaka z niemieckimi i ukraińskimi stemplami bez jednego słowa po polsku, w najlepszej zgodzie i przyjaźni. Na jednym z dokumentów, który jest niestety w bardzo złym stanie widnieją zgodnie pieczątki niemieckie ukraińskie i sowieckie. Jest tu też kompletny dowód osobisty mojego ojca z roku 1926. Ostatni dokument to już komunistyczna legitymacja ubezpieczeniowa z Wrocławia gdzie ojciec znalazł się w marcu 1945 a reszta rodziny niewiele później.    

 

    

 

 

No i na koniec Wrocław, Kraków i w 1952 roku Gdańsk.

 

 

    W Gdańsku -  jakaś uroczystość (lata 50 prawdopodobnie na Politechnice Gdańskiej). Sami lwowiacy. Od lewej prof. Józef Rybicki (Wieloletni dziekan Wydziału Architektury PG, mój ojciec), Pani Janina Szewalska, (mieszkała też na ul. Kopcowej we Lwowie), Prof. Witold Grabowski (radiolog AM Gdańsk), Janina Rybicka (moja mama), Pani J. Otto (żona Prof. Franciszka Otto, nieobecnego na zdjęciu), Prof. Robert Szewalski (twórca IMP PG), Pani Mira Dromirecka, Pani Janina Grabowska.


 

 

 

Drugi pobyt we LWOWIE do którego wstępem był wyżej opisany wyjazd.

 

W czerwcu 2006 przyleciał do Warszawy mój przyjaciel z Miami. Przesiedliśmy się do samolotu lecącego do Lwowa i już po godzinie lotu szczekaliśmy zębami na wybojach przedwojennego (sądząc po dziurach) lotniska.

 

 

 

 

 

 

 


Jestem pod adresem:

michal@rybickim.pl a witryna z adresami wszystkich moich witryn to www.rybickim.pl